W maju, po trzech miesiącach tułaczki, ja i moja rodzina dotarliśmy do kołchozu, oddalonego o 40 kilometrów od najbliższego miasta. Wraz z nami przyjechali inni, których bliżej nie znałam. Tu nas wszystkich zarejestrowano i wyznaczono obowiązki, które mieliśmy wykonywać. Kobiety zajmowały się dojeniem krów, a mężczyźni koszeniem trawy. Dla mnie przydzielono 16 krów do dojenia, dwa razy dziennie - rano i wieczorem, mąż zaś został stróżem. Pilnował w nocy pomieszczeń z krowami, gdzie łatwo było zaprószyć ogień, gdyż "fanary", którymi je oświetlano, nie miały szklanych osłon.
Historia to nie tylko słowa zapisane w książkach. Historia to też wspomnienia, obrazy ukryte w pamięci naszych bliskich. Na blogu będziemy odkrywać historię naszego regionu - taką ludzką, wypływającą z głębi serca, ludzkiego umysłu, fotografii czekających na ujrzenie światła dziennego. Będziemy próbowały dotrzeć do różnych osób, odkrywać to, co jeszcze odkryte nie zostało.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Irtysz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Irtysz. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 19 kwietnia 2020
Na nieludzkiej ziemi, cz.1
Transport ruszył dalej. Siedzieliśmy ściśnięci jak zwierzęta, w nieogrzewanych wagonach, głodni i zrezygnowani. Dzieci głośno płakały, domagały się jedzenia. Pewien człowiek z Knyszyna, który miał własny sklep z żywnością, rozdawał swoje zapasy dzieciom i na jakiś czas następował spokój. Ale wkrótce, sytuacja się powtarzała. Były to tylko dzieci i nie rozumiały położenia, w którym się wszyscy znaleźliśmy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)